Formuła Rotary

Szybciej niż F1. Emocje sięgały zenitu. Rywalizacja trwała do ostatnich minut. A zwycięzca pokonał zawodników, którzy nie odpuszczali do samego końca.

Nie, nie były to zawody na torze Petronas Malaysia Grand Prix. Rotarianie wystartowali na jednej z najtrudniejszych tras na świecie… na bydgoskim torze kartingowym. I myliłby się ten, kto by pomyślał, że były to zawody, które wzbudziły w zawodnikach i widzach mniej emocji.

Zaczęło się od szkolenia. Jak wygląda bolid, jak się nim staruje i na co trzeba uważać. Chcieliśmy się ścigać bezpiecznie. Potem były jazdy próbne. To tylko z pozoru wygląda na łatwe zadanie. Bolid może jechać nawet 80 kilometrów na godzinę! Jest niski, nie ma wspomagania kierownicy i pedału sprzęgła. Nawet, jeśli na co dzień prowadzimy samochód, nie jest tak łatwo sterować tą maszyną.

Pierwsza piątka zawodników ruszyła. Wiedzieli, że mają mierzony czas i najlepsi z nich pojadą w finale. Potem kolejna piątka i następna. Doping na trybunach prawie dorównywał hałasowi, który wytwarzały silniki.

Wyścig finałowy Ruszyli! Niepowodzenie nie wchodziło w rachubę. Na mecie pierwszy zameldował się Andrzej Janicki.

Drugi był Michał Ławicki, trzeci Jakub Szatkowski. Najtrudniejsze do zaakceptowania było miejsce poza podium, czyli czwarte. Tak blisko medalu, a jednak jeden krok za daleko.

To był słoneczny, lipcowy dzień. Jeden z wielu letnich dni. Zawody, do których stanęli panowie, którzy już dawno okres burzy hormonalnej mają za sobą. Ale adrenalina sprawiła, że krew w nich zaczęła krążyć szybciej, a duch rywalizacji nie pozwolił odpuścić na zakrętach, gdy była możliwość wyprzedzania.

To był pierwszy wyścig Formuły Rotary. Ale zapewne nie ostatni. Teraz rozumiemy, dlaczego się ścigają w F1. Tego nie da się opisać, to trzeba poczuć. Film z zawodów można obejrzeć na Facebooku: https://www.facebook.com/RotaryClubBydgoszcz

Dorota Kowalewska